Dzień kolejny

2015-07-03-11.01.36

Elżbieta pisze:

Dzień kolejny… w sumie pierwszy w górskiej rzeczywistości.

Dzisiejszy plan dnia układałam ja. Starałam się, żeby było atrakcyjnie, trochę męcząco i żeby trasa była wyzwaniem… więc wyszło: Roztoka – Pięć stawów – Kozi Wierch- Orlą Percią na Zadni Granat- Kozia Przełęcz – Pięć stawów – Roztoka. Trasa na 10 godzin.

Wyszło tak:

Zaczęliśmy zgodnie z planem, pobudka o 6 rano, szybkie pakowanie, kanapki na drogę i w trasę. Początek był świetny, na Pięciu byliśmy 45 minut przed czasem na który jest ten szlak obliczony :). Zjedliśmy śniadanie….bo po co zjeść je przed wyjściem skoro to tylko 2 godziny drogi:)

Ruszyliśmy szybko na Kozi Wierch – i zaczął się ból nóg, uda i płuca jakby nie pamiętały jak się pracuje podczas wysiłku, zaczęły mieć fochy. Kozi Wierch to wysoka góra, chyba najwyższa na jakiej byłam do tej pory, więc nie zdziwiło mnie to że trzeba się trochę powspinać… w końcu 2290 m.n.p.m. ma swoje prawa. Gdy doszliśmy na szczycie było kilka osób i piękne widoki. Zjedliśmy, odpoczęliśmy i zrobiliśmy kilka zdjęć. Zdecydowanie warto było się tam wdrapać.

Następna w kolejce jest Orla Perć… hmm… Ci którzy wiedzą to wiedzą, cała reszta… każdy stres w pracy, każda rzecz która wydaje się mieć kluczowe znaczenie dla życia i przetrwania w Wielkim Mieście staje się niczym, mało ważną pierdołą po wejściu na ten szlak. Przygotowywałam się do niego jak do żadnego innego, oglądałam filmy, czytałam opisy bo wiedziałam że szlak jest niebezpieczny…. i byłam przygotowana na dużo, ale nie na Żleb Kulczyńskiego. Żleb to strome zejście, niezabezpieczone, długie odpowiednio żeby całe życie przeleciało przed oczami. Gdyby nie nieznajomy, pomocny góral mogłoby się skończyć atakiem paniki. Wyprzedził ludzi, przyszedł do mnie i zagadywał, jednocześnie sprytnie asekurując. Dzięki niemu przeszłam i ja i Grzegorz.

Dalej już tylko Kominek pod Mniszkiem… wspinaczka po łańcuchach i klamrach, jak już przeżyliśmy Żleb to Kominek był przyjemny bo w górę i z zabezpieczeniami.

Gdy doszliśmy do Zadniego Granatu, z rozpędu zaliczyliśmy też Skrajny (a tak naprawdę zgubiliśmy zejście i weszliśmy sprawdzać czy przypadkiem nasz szlak zejściowy zaczyna się na Skrajnym) a potem schodziliśmy długo i boleśnie w dół. Długo i boleśnie po raz pierwszy.

2015-07-03 13.38.00 2015-07-03 13.52.13

Przejścia na Orlej sprawiły że zdecydowaliśmy zakończyć przygody tego dnia i Kozia Przełęcz została na inny termin, poszliśmy żółtym szlakiem do Murowańca a stamtąd zielonym przez Rówień Weksmudzką do domu. Szlak wyglądał na mapie super, przez las, bez wspinaczek… Drugi błąd. Jak coś wygląda na mapie szlaków w Tatrach że jest w lesie to nie koniecznie jest proste. Po 7 godzinach na nogach, trafiliśmy na wysokie podejścia i długie zejścia.

Dla niewtajemniczonych – zejścia z gór są straszne, o wiele gorsze i obciążające niż wejścia. Schodziliśmy więc długo i boleśnie po raz drugi.

Schronisko oczywiście nie zawiodło. Ciepły prysznic, pyszny obiad i deser wspomagają regenerację:)

Podsumowując – moje stopy, kolana i spalony kark mnie dziś nienawidzą, jutro odpoczywamy na trawie przed schroniskiem, treki muszą być 1 rozmiar za duże, a na Orlą jeszcze wrócę. 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s