Bornholm, dzień 6

To był spokojny, powolny dzień, mijający pod znakiem konserwowania ciepła. Wyspalimy się we względnym cieple. Na śniadanie zamiast papki była zdobyta w pobliskim Lidlu chrupiąca bagietka i sok pomarańczowy, a później rozłożyliśmy się w śpiworach w fotelach w campingowej świetlicy i czytaliśmy książki, obserwując co jakiś czas przez okno, jak wiatr słabnie, a fale maleją i popijając herbatę. Relaks totalny.
Po południu obeszliśmy spokojnym spacerem całe Nexø, kupiliśmy kilka drobiazgów i wróciliśmy do świetlicy. Tym razem czytanie odbywało się na kanapie. Na obiad były bardzo pożywne liofilizaty, a na deser ciastko z lokalnej piekarni, które smakiem i konstrukcją przypominało dużą, okrągłą baklawę. Smaczne i bardzo słodkie. Otrzymaliśmy potwierdzenie, że prom jutro po nas przypłynie. Udało się też zarezerwować nocleg w Kołobrzegu. Jutro wracamy do Polski.

Reklamy