Bornholm, dzień 7

Przygoda dobiega końca. Przestało wiać, przestało padać, słońce wisi wysoko, świeci jasno i suszy mokry namiot. Suszy też „Mokrego Psa” – tak nazwałem swój ręcznik turystyczny. Z powodu zpachu. Nie wraca już ze mną do domu.

Plecaki po spakowaniu okazały się niespodziewanie lekkie. Z campingu obserwowaliśmy, jak prom mający nas zabrać do domu wpływał po spokojnej wodzie do portu. Bałtyk się wyszalał i dziś nie było już śladu po wcześniejszym, kilkudniowym sztormie. Zebraliśmy się z campingu i przenieśliśmy na przystań. Wejście na pokład miało być możliwe od 17. Do tego czasu zamierzaliśmy czytać, odpoczywać i korzystać ze słońca, załatwiwszy uprzednio ostatnie sprawunki. Ja poświęciłem trochę czasu na obserwowanie, jak miejscowi żeglarze zebrali się w marinie w celu postawienia na zwodowanych jachtach kilkunastu masztów, które najwidoczniej pozdejmowali na zimę, El udało się jeszcze kupić kilka pamiątek i prezentów dla znajomych. Portowy kiosk-sklepik przyjmował właściwie każdą walutę, a braki w koronach można było uzupełnić złotówkami. Na ławce obok ktoś jadł z chlebem smażoną rybę zawiniętą w papier, a wokół zaczynali gromadzić się Polacy czekający, tak jak my, na prom.

Podróż powrotna obyła się bez niespodzianek. Morze było spokojne. Nikt już nie cierpiał z powodu bujania statkiem na fali i wywołanej nim choroby morskiej. Załoga puściła „Skok przez płot”, co niestety nie spacyfikowało hałaśliwej dzieciarni całkowicie, ale chwilami wystarczało. Udało nam się także zobaczyć zachód słońca w miejscu, z którego nie widać lądu, co zawsze jest ciekawym doświadczeniem. Wreszcie około 21:30 weszliśmy do oświetlonego światłami nawigacyjnymi i zabytkową latarnią morską portu w Kołobrzegu.

Później był szybki marsz na nocleg, kolejka niedopitych w miejscowej „Żabce”, która na szczęście miała jeszcze jakiś paczkowany chleb i ostatniego pomidora, krótki sen w łóżku z pościelą i poduszką (człowiek uczy się doceniać małe przyjemności, kiedy śpi na ziemi), a o 07:19 wyrusza pociąg do Warszawy.

Po powrocie zamierzam napisać kilka praktycznych uwag dotyczących naszego wyjazdu oraz wrzucić tu więcej zdjęć i film. El planuje zrobić podsumowanie finansowe wyprawy. Dzięki za czytanie i do zobaczenia gdzieś na szlaku.

Reklamy