Przemarznięty rejs, dzień 0

Pewnego dnia w połowie kwietnia Łukasz przesłał mi poniższe zdjęcie i napisał „czy miałbyś chęć na kilkudniowy rejs po zatoce w przyszłym tygodniu?„.

IMG_1302

Spojrzałem w kalendarz i okazało się, że akurat w zaproponowanym terminie mam pusty. Podejrzane, ale… Jedziemy na żagle! Spontaniczny wyjazd wymagał pewnych zabiegów organizacyjnych, bo oczywiście kiedy tylko wszechświat wykryje tego typu pomysł, zaczynają mnożyć się trudności. Na szczęście jednak udało się wszystko dopiąć i we wtorek 17 kwietnia o 1915 spotkaliśmy się na centralnym. Podróż z PKP to zawsze potencjalna przygoda i tak było również tym razem. Ponieważ w wagonie bezprzedziałowym było oględnie rzecz ujmując nieprzyjemnie, uparłem się, że znajdę nam lepsze miejsca. Znalazłem po chwili. W sąsiednim wagonie. Nawet kilka zupełnie pustych przedziałów. Nieco bardziej spostrzegawczy Łukasz wykrył, że przyczyną pustki w wagonie może być fakt, że ma on awarię, która objawia się brakiem zasilania. Na pewno więc będzie ciemno, a może również i zimno. Zostaliśmy. Co to dla nas?

IMG_1309

Pusty przedział nadawał się idealnie na drinki domowej roboty i męskie rozmowy o życiu i sprawach poważnych. Nasze tradycyjne cotygodniowe spotkanie przybrało tym razem formę podróży, która w całości została przegadana. Nie omieszkałem oczywiście wytknąć Łukaszowi wcześniejszej deklaracji „biorę komputer i będę pracował„, którą szybko zastąpiła propozycja „to może whisky do pociągu?„. Około północy wylądowaliśmy we Wrzeszczu w nowym mieszkaniu Dominika – fotografa, skippera i organizatora naszego rejsu. Mieszkanie wyróżniało się tym, że mieściło się na ostatnim poziomie zabytkowej poniemieckiej willi z tarasem na dachu i fantastycznym widokiem z jednej strony na las, a z drugiej na morze. Uwielbiam Trójmiasto za takie miejsca. Nie deliberując przesadnie, położyliśmy się spać. Przed nami trochę pracy zanim wypłyniemy.

 

Reklamy