Szlakiem Orlich Gniazd, dzień 1

Przez Wyżynę Krakowsko-Częstochowską, zwaną również Jurą, przebiega wyznaczony w 1930 roku Szlak Orlich Gniazd. Nazwa wzięła się z tego, że szlak prowadzi pomiędzy zamkami składającymi się na system warowni, zbudowanych w XIV wieku z rozkazu Kazimierza Wielkiego, które broniły dostępu do Królestwa Polskiego czeskim wojskom Jana Luksemburskiego zagrażających Królestwu od strony Górnego Śląska. Zamki w większości były posadowione na szczytach trudno dostępnych wapiennych skał, właśnie na wzór orlich gniazd. Linia obronna rozciąga się na całym obszarze Jury, a łączący zamki i warownie szlak liczy nieco ponad 160 km. Tak się złożyło, że na majówkę w tym roku mieliśmy możliwość przeznaczyć nawet 9 dni. Uznaliśmy, że powinno wystarczyć.

W wyprawie udział wzięli również Paulina i Piotr. W pewnym momencie planowaliśmy wędrować w 6 osób, ale stanęło na 4. No a później na dwóch, ale po kolei.

Pobudka nastąpiła o pogańskiej 5 nad ranem. Słońce już co prawda wzeszło, ale to nic nie znaczy. Byłem nieprzytomny. Zorganizowanym przez El uberem dotarliśmy z plecakami na dworzec i chwilę po 6 byliśmy już w pociągu. Po drodze złapaliśmy jeszcze na dworcu „kanapkę polską” – z burakiem i pasztetem. No pun intended. W pociągu, przy stoliku czekali już nasi towarzysze. El i Paulina z jakichś tylko sobie znanych powodów postanowiły pracować. Szaleństwo.

IMG_1713

Droga do Częstochowy minęła szybko. Z dworca ruszyliśmy na Jasną Górę zahaczając o pobliskiego Mcdonalda żeby posilić się mcflurry.

IMG_1860

Lody stały się szybki leitmotivem całego wyjazdu. Było bardzo gorąco. Zobaczywszy sławny obraz i stanąwszy na murach, które oparły się Szwedom w 1655, skierowaliśmy wzrok na południowy wschód i o 09:45 ruszyliśmy do Krakowa.

IMG_1861

IMG_1718

Szlak szybko wyprowadził nas na przedmieścia, później po przekroczeniu Warty, w rejony przemysłowe, a w końcu w jakieś rzadkie, piaszczyste lasy. Szło się przez to trochę jak przez lasy na wydmach nad morzem. Tylko wody brakowało. Brak wody to kolejny, dla mnie osobiście szczególnie bolesny, motyw powtarzający się w toku całej wyprawy.

IMG_1717

IMG_1864

IMG_1866

Na szlaku było dość tłoczno. Spotykaliśmy innych wędrowców i całe chmary rowerzystów. Ta konkretna trasa ma swój nieco dłuższy, rowerowy odpowiednik (również czerwony i tak samo nazwany – powodowało to czasem trudnosci nawigacyjne), a cały region świetnie się nadaje zarówno do połykania kilometrów na szosówce, jak i do skakania przez korzenie drzew na MTB.

IMG_1728

Droga z lasu wkrótce wyszła na łąki i pola. Słońce paliło niemiłosiernie, a nam powoli kończyła się woda. Było krótko po południu, kiedy na horyzoncie, przy bardzo długiej prostej asfaltowej szosie, w oddali zamajaczylo coś, co mogło być spożywczakiem i to nawet otwartym. Udało się. Kupiliśmy wodę. Zjedliśmy lody. Ruszyliśmy dalej.

IMG_1868

Znow lasy, łąki i pola, aż w końcku, około 16 dotarliśmy do celu – zamku Olsztyn w miejscowości Podzamcze. Odpoczywaliśmy tam przez około godzinę, przy czym, ja nie mogąc usiedzieć w miejscu, zamiast odpoczywać, wdrapywałem się na różne skały stanowiące elementy konstrukcyjne fortyfikacji. Z zamkiem związana jest legenda o zjawie błąkającej się po jego terenie w ciemne noce. Jest to duch Maćka Borkowica – wojewody poznańskiego, przeciwnika polityki króla Kazimierza Wielkiego. Powołał on konfederacje wymierzoną w króla. Wygnany z kraju po 4 latach powrócił i nadal spiskował przeciwko monarsze. W końcu został schwytany w Kaliszu i skazany na śmierć głodową w lochach pod główną wieżą zamku olsztyńskiego. Więzień otrzymywał dziennie tylko dzban wody i wiązkę siana. Podobno wytrzymał tak 40 dni a jego jęki i przekleństwa słychać było w całym zamku. Niektórzy twierdzą też że przywiedziony głodem do szaleństwa zaczął kąsać i pożerać własne ciało.

Po dłuższej chwili leżenia na trawie zadecydowaliśmy, że należy nam się obiad i że przejdziemy dziś jeszcze kilka kilometrów, żeby rozbić się na noc w pobliżu rezerwatu Sokole Góry, w którym mieści się kolonia rozrodcza nocków dużych. Przy okazji wyszło na jaw, że Piotr złapał kontuzję stopy i kuleje. Będzie z tego problem.

IMG_1730

IMG_1539

IMG_1738

Rozbiliśmy się o 18:30 na łące pod rezerwatem z widokiem na olsztyński zamek i na Górę Lipówki. Namioty stanęły szybko i sprawnie, a my rozłożyliśmy się w pobliżu na karimatach. Przyszedł czas na kupione po drodze zimne piwo i odpoczynek. Było ciepło, a okoliczna przyroda zachwycała.

IMG_1740

IMG_1741

IMG_1871

W nocy widzieliśmy spadającą gwiazdę.

Reklamy