Szlakiem Orlich Gniazd, dzień 4

Tym razem znów ruszyliśmy przed 7. Rześcy i pełni energii. Spanie w łóżku zamiast na ziemi świetnie regeneruje siły. Ciepłe śniadanie róweniż pomaga. Droga wypadła nam wokół zamku, który o tej porze był pusty i cichy. Nie zwlekajac zaszyliśmy się w lesie. Powietrze było zimne i wilgotne. Zaczynał się kolejny dzień wędrówki.

IMG_1872

IMG_1874

Około 11 osiągnęliśmy zarośnięty i schowany w lesie zamek w Pilicy, z którym wiąże się bardzo ciekawa, ale nieco przygnębiająca historia będąca przykładem niekompetencji aparatu państwowego. Nie zrozumcie mnie źle, nie chodzi o to, komu się zamek należy (to sprawa wtórna), lecz o to, że Skarb Państwa nie tylko sprzedał coś czego nie był właścicielem (#YOLO, #zahajspodatnikabaluj, #potemsięzobaczy), ale jeszcze zrobił to tak wadliwie, że aż nieważnie. Teren był zamknięty i ogrodzony, więc opuściliśmy to smutne miejsce.

Krótko później zatrzymaliśmy się na rynku w Pilicy, gdzie rozsiedliśmy się przy studni umieszczonej na środku malowniczego, kwadratowego rynku aby zjeść lody. Dalsza droga wypadła nam bajecznie zielonymi polami młodego rzepaku, pośród których wyłaniał się w oddali zamek w Smoleniu. Położony na szczycie łagodnego wzniesienia zapewnia świetny widok na całą okolicę. Widać z niego nawet zamek w Ogrodzieńcu. Po drodze na zamek mija się bardzo przyjemną polanę, przy której warto się rozłożyć i poleżeć chwilę w trawie. Zamek w Smoleniu to ostatni z odwiedzanych przez nas zamków leżący na Śląsku. Krótko po jego opuszczeniu minęliśmy bowiem granicę z województwem małopolskim. Kraków jest coraz bliżej.

IMG_1875

IMG_1879

Wędrując dalej przez las szybko osiągnęliśmy zamek w Bydlinie. Nie było tam jednak na co patrzeć. Ruiny są zaniedbane i zarośnięte pokrzywami. Nie było nawet zbytnio gdzie usiąść więc skerowaliśmy kroki do miejscowości Bydlin, w której spotkaliśmy prawdziwy ewenement – sklep, w którym lodówki z napojami były podłączone do prądu i faktycznie chłodziły. To pierwszy taki przypadek na naszej trasie. Sklep, poza tym, że kompetentny chłodniczo, był również dobrze zaopatrzony, skutkiem czego odnowiliśmy swoje zapasy i zadowoleni ruszyliśmy na poszukiwanie campingu.

IMG_1885

IMG_1886

Około 15 dotarliśmy do Zacisza, które okazało się być noclegiem idealnym – było ukryte w lesie z dala od wioski, miało prysznice z ciepłą wodą, dużą ogólnodostępną kuchnię z lodówką, mały staw i przystrzyżoną trwę, na której namiot sam się rozbijał. Nie było tam natomiast  zasięgu GSM ani owadów. Ceny były bardziej niż okazyjne, a właścicielka sympatyczna. Jedyny minus, to brak gastronomii na miejscu. Była za to altanka z dużym grillem. Reszta dnia upłynęła nam na zaleganiu na karimatach i czytaniu. Pod wieczór zaczęli się zjeżdżać mówiący po śląsku rowerzyści i pracujący przy wyrębie drzew robotnicy mówiący po ukraińsku. Słońce powoli chowało się za horyzontem w miejscu, z którego przyszliśmy.

IMG_1888

IMG_1900

W nocy padał deszcz.

Reklamy