Above clouds

Po piątkowym spacerze pojawiła się potrzeba zdecydowanego podkręcenia poziomu hardcoru. Krótka debata zaowocowała planem: Szpiglasowa Przełęcz od wschodniej strony. Wybór szlaku podyktowały względy bezpieczeństwa. Wszystkie poradniki na zimowe podejścia zalecały szlaki, które dobrze się zna i z których w razie kłopotów łatwo wrócić. Przełęcz leży na 2100 m.n.p.m. Więc liczyliśmy na to, że będzie ciekawie.

img_0195-3

Z początku było tak samo jak poprzedniego dnia: mgła, wilgoć i słaba widoczność. Później była jeszcze bardziej gęsta mgła i nagle wiatr zrobił wyłom w chmurach, a  za nami, podświetlony od tyłu pojawił się masyw Rysów i Mnich.

Zmotywowani ruszyliśmy w górę. Na skałach szybko pojawił się śnieg,który następnie zgęstniał. Znów szliśmy we mgle.

W pewnym momencie, nagle mgła zniknęła. Zrobiło się przeraźliwie jasno i zaczęła się zima.

Przetarliśmy szlak. Od ostatniego opadu nikogo tam nie było. Śnieg był gładki i zmrożony. Nie było widać żadnych ludzkich śladów. Buty zapadały się do kostek i tylko kilka razy wpadłem w głęboki śnieg, z którego wydobywałem się czołgając. Nie zjechałem z żadną lawiną, co uważam za sukces.

Wróciliśmy tą samą drogą. Cała 20-kilometrowa wyprawa trwała około 6 godzin.

Reklamy

Back in white 2016.10.20-23


Kolejna wyprawa miała charakter quasi-zimowy. Szła Elżbieta, jej siostra Ania i ja. Spotkaliśmy się w Zakopanem po południu i ruszyliśmy do ulubionego schroniska w dolinie Roztoki korzystając z przemyślnego skrótu wzdłóż strumienia, który pozwala zaoszczędzić jakieś 25 z 45 minut, które zajmuje dotarcie klasyczną drogą –  asfaltem na Morskie Oko i wiedzie płasko zamiast pod górę. Wieczorną rozrywkę zapewniły zwierzęta leśne, które beztrosko podeszły pod samo schronisko nic sobie nie robiąc z zachwycających się nimi ludzi.


Planowaliśmy dwa wejścia. Pierwszego dnia rozpoznawczo poszliśmy do Doliny Pięciu Stawów Polskich. Po drodze było pusto i mokro, ale nie zimno. W powietrzu wisiała mgła, siąpiło i było smętnie. Taki typowy listopad, tyle, że w październiku. Śnieg był widoczny tylko miejscami i tylko wysoko, w okolicach szczytów. Oczywiście jedynie wtedy, gdy wiatr na chwilę rozwiał chmury na tyle żeby jakiś szczyt się ukazał.

​​

Pomimo niesprzyjających warunków atmosferycznych szybko dotarliśmy do celu, a po krótkim odpoczynku ruszyliśmy niebieskim szlakiem w stronę Morskiego Oka. Mieliśmy wejść na około 1700 m.n.p.m. I się rozejrzeć. Gdzieś na tej wysokości pojawił się śnieg na zboczach, a padający deszcz jakoś zgęstniał do mokrego śniegu. Założyłem kominiarkę żeby chronić się przed zimnem.




Przejście odbyło się szybko i sprawnie. Po wschodniej stronie przestało wiać i ustał deszcz. Wyszliśmy na asfaltówkę i wróciliśmy do schroniska na obiad. W drodze towarzyszyło nam poczucie niedosytu. Potrzebne będzie poważniejsze wyzwanie.